UWAGA!

Czytasz = komentujesz. Dla Ciebie, to kilka słów, a dla mnie dodatkowa motywacja do pisania :)

30 grudnia 2013

Rozdział IV

I zapraszam na czwarty rozdział ;)
Wybitnie szybko się pojawił jak na mnie ^^


Następnego dnia ciężko zwlokłam się z łóżka i powłócząc nogami poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro, odbijała się w nim pociągła twarz otoczona miodowozłotymi falami. Błękitne oczy w oprawie gęstych, czarnych rzęs, dzisiaj były czerwone i zapuchnięte. Sine wory, przywodziły na myśl wampira.
Odkręciłam zimną wodę pod prysznicem. Nic nie budzi mnie bardziej od porannego orzeźwiającego prysznica. Stałam pod lejącym się strumieniem i usiłowałam odepchnąć od siebie wspomnienia nocnego koszmaru. Na nic mi to było, bo one uparcie wracały jak bumerang. Nie wierzyłam w prorocze sny, ale ten był tak realistyczny… Po policzku spłynęła mi jedna łza. Kastiel, pistolet, ja… Tego było już za wiele.
Myśląc o chłopaku, przypomniałam sobie o dzisiejszej akcji. Owinięta puchatym ręcznikiem, wpadłam do pokoju. Z szafy wyjęłam czarne, metaliczne rurki. Do tego dopasowałam również czarną, ale wyszywaną maleńkimi srebrnymi koraliczkami tunikę. Na nogi założyłam kozaki na sześciocentymetrowej szpilce. Przy moim wzroście – metr pięćdziesiąt sześć – wysoki obcas był wskazany. Sprawiałam wrażenie starszej. Nie przejmowałam się tym, czy będę miała w szkole problemy tak ubrana. Widziałam dziewczyny, który były bardziej nieodpowiednio ubrane. Na ramię zarzuciłam torbę i znalazłam się na dole moim ulubionym sposobem – zjechałam po poręczy.
Rodziców już nie było, więc nie przejmując się śniadaniem, złapałam rogalika i butelkę soku pomarańczowego. Sok wrzuciłam do torby, a croissanta zjadłam w biegu. Zatrzymałam się przed drzwiami do garażu. Nadal nie byłam pewna, czy powinnam to zrobić, ale machnęłam ręką i weszłam do środka. Mijałam volvo, mercedesy, a nawet jedno porsche. Nie zwracałam na nie uwagi – kierowałam się w stronę lśniącego, czarnego Harleya Davidsona. Na głowę włożyłam kask i z głośnym warkotem wyjechałam z garażu.
Czułam się cudownie, pędząc tak po drodze. Wstające spod kasku włosy, rozwiewał mi wiatr. Zawsze miałam wrażenie, że jestem wolna, jadąc motorem. Mimo to, byłam niespokojna. Bałam się, że nie uda mi się dowiedzieć czegoś o Kastielu.
Zahamowałam przed szkołą, zamiatając kołem. Zdjęłam kask i odrzuciłam włosy do tyłu. Kluczyki schowałam w kieszeni. Zauważyłam, że czerwonowłosy stoi przed wejściem, przyglądając mi się. Już wiedziałam jak przypnę mu podsłuch i nadajnik. Było to upokarzające, ale musiałam spróbować.
Podeszłam do chłopaka z szerokim uśmiechem. Stanąwszy przed nim, rzuciłam mu się na szyję, wołając:
- Kastiel! Cieszę się, że cię widzę – za kołnierzyk koszulki wpięłam „pluskwę”. GPS nie zdążyłam, bo chłopak odepchnął mnie mocno. Złapał moją rękę i zaciągnął na pusty korytarz. Zatrzymawszy się, puścił mnie i skrzyżował ręce na piersi. Patrzył wyczekująco, czekając aż sama wytłumaczę się z tego co zrobiłam. Ja wpatrywałam się twardo w jego oczy. Żadne z nas nie chciało ustąpić. W końcu Kastiel nie wytrzymał i krzyknął:
- Co ty sobie myślałaś?! Co to miało być? 
- Nic. Ja tak tylko… Po prostu się ucieszyłam na twój widok – w głębi ducha śmiałam się z całej sytuacji. On nie miał pojęcia, dlaczego to zrobiłam i ile mnie to kosztowało. 
- Ty, ty... – nie usłyszałam co dalej chciał mi powiedzieć, bo poczułam ostry ból głowy. Przed oczami zrobiło mi się ciemno i osunęłam się na ziemię.
***
Kiedy się ocknęłam, ktoś przykładał mi coś zimnego i mokrego do głowy. Obok mnie siedział Kastiel ze zdziwioną miną, a nade mną pochylała się para złoto – turkusowych oczu. To nie tak, że były turkusowe ze złotymi punkcikami. Jedno oko było złote, a drugie turkusowe. Miały w sobie jakiś magnetyzm. Nie mogłam oderwać od nich wzroku.
- Boli cię jeszcze głowa? Jak się czujesz? – ten melodyjny głos sprawiał, że prawie się rozpływałam jak roztopione lody. Z trudem przestałam wpatrywać się w jego oczy i przeniosłam wzrok na całą twarz. Ujrzałam kwadratową, męską szczękę i białe włosy. Był nieziemski. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Usłyszałam wredne parsknięcie Kastiela:
- Ej, Lys. Nie wpatruj się w nią tak, bo znowu odleci… – Lysander. Roza chyba coś o nim wspominała, ale w tej chwili nie mogłam przypomnieć sobie co.
- Przepraszam cię bardzo. Nie wiedziałem, że stoisz za drzwiami. – Ach, a więc to on był winny mojego omdlenia. Wstałam i zachwiałam się. Lysander od razu przytrzymał mnie żebym nie upadła. 
- Nie, nie szkodzi. Nie mogłeś wiedzieć – nie mogłam się na niego gniewać. 
- Mimo to i tak przepraszam. Powinienem uważać.
- Spokojnie, nie wytoczę ci procesu – uśmiechnęłam się. – A tak à propos, to ile byłam nieprzytomna?
- Nie martw się. Zdążysz na lekcje kujonku – wtrącił się Kastiel. – Chodź. Zaprowadzę cię do klasy. Tylko nie mdlej po drodze.
Westchnęłam i ruszyłam za chłopakiem. Odwróciłam się jeszcze do białowłosego i powiedziałam:
- Dzięki za pomoc. Może się jeszcze zobaczymy – to powiedziawszy, pobiegłam za oddalającym się Kastielem.
Zastanawiało mnie skąd czerwonowłosy wie, gdzie mam lekcję, ale postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy. Przechodząc obok biblioteki zauważyłam Melanię. Pomachałam do niej, a ona w odpowiedzi podbiegła do mnie i szarpnęła za rękę.
- Jas, Nataniel cię wzywa. Nie jest zadowolony. Coś narobiła? Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Ja? Nic. Nie wiem o co mu chodzi – popatrzyłam zdziwiona na Kastiela, a ten tylko wzruszył ramionami z miną mówiącą: „To nie ja. Na mnie nie patrz.” Ze zmarszczonym czołem dałam się prowadzić Melanii. Przed drzwiami do pokoju gospodarzy przytuliła mnie mocno i szepnęła:
- Trzymaj się.
Odetchnęłam głęboko i zapukałam. Odpowiedziało mi ostre „Proszę”. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Za jasnym biurkiem siedział niebieskooki blondyn, w perfekcyjnie wyprasowanej koszuli i błękitnym krawacie. Brakowało mu tylko okularów i wyglądałby jak dyrektor. Stanęłam naprzeciw niego zakładając ręce na piersi. Nic nie zrobiłam, więc może mnie tylko pocałować w miejsce, gdzie plecy trącą swą szlachetną nazwę. Nataniel wstał i oparł ręce na blacie i wycedził:
- Co to miała być za akcja wczoraj?    
- Nie wiem o czym mówisz. Ja nic nie zrobiłam
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. O Amber i to jak ją potraktowałaś.
- Amber? O Amber?! Człowieku, czy ty wiesz co ona chciała mi zrobić? – wybuchłam. Ten gość nie wie co wyprawia jego siostrzyczka.
- Nie wiem co chciała zrobić tobie, ale wiem, że ty chciałaś ją udusić.
- Jesteś zaślepiony! To była obrona własna i nie miałam zamiaru jej dusić. Przytrzymałam ją tylko, bo inaczej popchnęłaby mnie. Radzę ci trochę bardziej zainteresować się tym co wyprawia twoja siostra, a nie szukać winnych w całej szkole.
- Jeszcze jedno słowo i cię zawieszę. Obiecuję. Na razie masz upomnienie. Obym cię więcej nie musiał wzywać – zabrzmiało to jak groźba.
Wkurzona wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. O ścianę opierał się Kastiel. Na mój widok rozpromienił się. Wyczułam, że to może być moja ostatnia szansa na przyczepienie nadajnika. O którym tak szczerze mówiąc trochę zapomniałam. Podeszłam do niego i zaczęłam monolog, żywo gestykulując:
- Jak ja go nienawidzę! Jak go nie cierpię! Głupi ważniak. Myśli, że wszystko mu wolno. I ta jego siostrzyczka nie lepsza. Idealnie do siebie pasują. Mam. Go. Serdecznie. Dość! – przy słowie „Dość” walnęłam Kastiela w ramię, przyczepiając GPS.
- Auu. Nie musisz się na mnie wyżywać – mówiąc to rozmasowywał sobie ramię. – Lepiej chodź już do klasy, bo uszkodzisz kogoś. Na przykład mnie.
Cały dzień chodziłam wzburzona i wściekła. Nawet Rozalia trzymała się ode mnie z daleka. Nauczyciele nie pytali mnie o nic bojąc się, że wybuchnę. Skończywszy zajęcia, zaczekałam aż Kastiel wsiądzie do swojego wozu. Na kierownicę motoru przyczepiłam mały ekranik, który pokazywał mi trasę chłopaka. Jadąc tak za nim myślałam o Natanielu. Wydawał się takim kujonkiem. Grrr… Wkurzył mnie na maksa. Zacisnęłam ręce mocniej na kierownicy tak, że pobielały mi kłykcie.
Nagle GPS zaczął pulsować. Chłopak dojechał. Dojechał do olbrzymiego kasyna. Nad wejściem był napis świecący co chwilę innym kolorem „Casino Ruhl”. Kasyno? Co on tu robi? Przecież nie jest pełnoletni. Mimo to wszedł bez problemu. Powiedział tylko coś do bramkarza, a ten od razu otworzył przed nim drzwi. 
Zaparkowałam motor. Całe szczęście, że mieszkając jeszcze w Paryżu znajomy wyrobił mi lewy dowód. Podeszłam do ochroniarza, który na mój widok oblizał wargi. 
- Pani do nas? Poproszę o dowód.
- Oczywiście. Już daję – pogrzebałam w torbie. Wyciągnęłam dowód, na którym było moje zdjęcie, a obok niego nazwisko Barnes. Niewyszukane. Proste.
- Pani Emily Barnes? Proszę – odetchnęłam z ulgą. Bramkarz otworzył przede mną drzwi. Zdążyłam tylko zobaczyć jak Kastiel znika w jakiejś osobnej sali. Usiadłam przy stoliku i zamówiłam Martini wstrząśnięte, niemieszane. Nie bez powodu. Czułam się jak James Bond. Tylko, że w wersji żeńskiej i młodszej.
Włożyłam słuchawkę do ucha i słuchałam. Najpierw był szum, chrobot, a potem usłyszałam słowa, które sprawiły, że zamarłam:
- Chłopaki, musimy pozbyć się tej nowej z liceum.

Nataniel…?!

2 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że to widzę. :D Jeszcze nie przeczytałam, zaraz się wezmę. :3
    EDIT: Dobrze, wszystko ok, na początku myślałam, że ten blog będzie pisany w typowo szkolnym klimacie (Uznałam, że prolog może być snem, metaforą). A tu jednak nie. Kurczę, czy ty za każdym razem musisz mi zaostrzać chrapkę na kolejny rozdział. Znowu ciekawość będzie mnie zżerać przez nie wiadomo jak długi okres czasu. .o.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominuję cię do Liebster Blog Awards więcej informacji tutaj :) http://percy-and-annabeth-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Weszłaś/wszedłeś = skomentowałaś/eś.
Byłabym wdzięczna KAŻDEJ osobie, która zostawi po sobie jakiś mały, maleńki ślad. Dla Was to kilka słów, a dla mnie kilka kilogramów więcej motywacji :)