Witam, witam na drugim blogu :) Mam szczerą nadzieję, że ten również się Wam spodoba. Wszystko wyjaśniłam w ostatniej notce "Sorriny". W razie jakiś pytań odsyłam do zakładki "Kontakt" :) Miłej lekturki :*
Tonęłam. Z każdej strony otaczała mnie
przejrzysta, lazurowa woda. Pomimo że płucom brakowało powietrza i okropnie
rwało mnie w klatce piersiowej, nie przejmowałam się dyskomfortem. Wciąż
przeżywałam to, jak bardzo go zraniłam. Gdybym mogła, rozpłakałbym się.
Cały czas miałam przed oczami jego
twarz, wzrok przepełniony bólem. W uszach wciąż dźwięczały mi słowa, które
wypowiedział...
„Jaselle, jak mogłaś mi to zrobić?”.
Czułam się jak największa idiotka
świata. Nawet nie próbowałam wydostać się na powierzchnię. Chciałam utonąć.
Zapomnieć. Pozbyć się wyrzutów sumienia.
Woda napierała na mnie ze wszystkich stron.
Czułam się, jakbym znajdowała się w puszce albo próżni. Do głowy przyszło mi
porównanie. Byłam niczym mitologiczny Atlas. On dźwigał na swoich barkach
niebo, a ja… Ja borykałam się z poczuciem winy, obciążona dodatkowo ciężarem
wody.
Mocno zaciskałam usta, aby nie
dostała się do nich słona woda, jednak niezbyt mi się to udawało. Wystarczyła
chwila nieuwagi i... Sól parzyła mi gardło. Desperacko pragnąc uwolnić się od
nieprzyjemnego uczucia, charknęłam, wraz z tym pozbawiając się ostatniej porcji
tlenu.
Pomimo że oczy piekły mnie
niemiłosiernie, popatrzyłam w górę, na bąbelki powietrza, które wydostały się z
moich płuc. Wznosiły się wysoko. Tuż na powierzchnię.
Na chwilę zatęskniłam za słońcem, za
nim… Ale tylko na chwilę. Trwało to może ułamek sekundy. Potem opadły mi
powieki i zewsząd otoczyła mnie ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Weszłaś/wszedłeś = skomentowałaś/eś.
Byłabym wdzięczna KAŻDEJ osobie, która zostawi po sobie jakiś mały, maleńki ślad. Dla Was to kilka słów, a dla mnie kilka kilogramów więcej motywacji :)